Karolina i Paweł

15 sierpnia 2020

Często trzeba poświęcić naprawdę dużo, aby osiągnąć swój cel. A i tak wszyscy widzą tylko efekt końcowy. 

Myślę, że warto zacząć to wprowadzenie od podziękowania Krzyśkowi Zołoteńskiemu, bo to dzięki jego poleceniu znalazłem się wśród potencjalnych usługodawców Karoliny i Pawła. Krzysiu, dziękuję z całego serca. 

Rok 2020 nie należał dla nikogo do najłatwiejszych. Każdy wie, dlaczego. Niedobry ten koronawirus. Ale muszę zacząć opowiadać tę historię od niego. Wszystko zaczęło się od tego, że byłem na pewnej imprezie, na której była też osoba zarażona, więc trafiłem na 14-dniową kwarantannę. A za równe 14 dni miałem jechać na ślub Karoliny i Pawła . W międzyczasie przeprowadziłem jedną z najtrudniejszych rozmów w ciągu całej mojej działalności fotograficznej bo przez kwarantannę nie mogłem wziąć udziału w innym bardzo ważnym dniu. Było mi bardzo głupio. Przed telefonem do Panny Młodej znalazłem kilku godnych fotografów,  którzy mieli wolny termin, aby móc przekazać jedną złą wiadomość, a następnie przekazać też tę dobrą – że znalazłem kilka potencjalnych zastępstw. Na szczęście wszystko się udało i  nikt nie był poszkodowany –  w szczególności Młodzi nie stracili wspomnień z ich najważniejszego dnia w życiu.

Wyjazd na ślub i wesele Karoliny i Pawła też wisiał na włosku, bo moja  kwarantanna kończyła się dokładnie w trakcie oczepin. W poniedziałek przyjechali do mnie panowie w skafandrach i wykonali test. Jeśli okazałoby się, że mam wynik negatywny, kwarantanna zostałaby skrócona o kilka dni. Czekałem na wyniki jak na szpilkach, te półtora dnia dłużyło się i w mojej wyobraźni trwało co najmniej tydzień ; ) Cały czas przerabiałem w głowie różne scenariusze, co może się wydarzyć, w zależności od tego jaki będzie wynik. Na szczęście, wynik był NEGATYWNY i mogłem jechać aż za Wrocław, do Ceglarnii Jarosławki

Droga przez pół Polski również była wyzwaniem. Sam nigdy nie wyjeżdżałem tak daleko, mieszkam dosłownie na drugim krańcu Polski. Pod Wrocław przyjechałem bez większych przeszkód. Niestety, na bramkach złapałem gumę. Na szczęście wymiana opony w aucie to jedna z tych umiejętności, które posiadam, więc wymiana poszła gładko. Idąc w duchu idei “przezorny zawsze ubezpieczony” zacząłem szukać wulkanizacji we Wrocławiu, żeby od razu naprawić zepsutą oponę.  Nie miałem szczęścia – był wieczór, więc większość zakładów była już zamknięta. Na podróżach od jednego zakładu do drugiego straciłem dobre dwie godziny. Koniec końców, udało mi się naprawić zepsutą oponę. Cieszyłem się jak małe dziecko. Po dwóch kolejnych godzinach dojechałem do hotelu, gdzie mogłem się zregenerować przed ważnym dniem Karoliny i Pawła. Zawsze staram się wypocząć przed dniem poprzedzającym reportaż (a poza tym bardzo lubię spać ;)). 

Następnego dnia rano pokonałem ostatnie 15 km drogi do miejsca docelowego. Okolica mnie urzekła, a sam dojazd do Cegielni to jak podróż w głąb bajki. Jestem niezwykle zauroczony tym miejscem. Podziwiam ludzi, którzy je zaaranżowali. Trudne jest mi to opisać słowami, trzeba to zobaczyć samemu. Jedyne takie miejsce w Polsce. Cieszyłem się każdą spędzoną tam chwilą, a czas do 24-tej przeleciał zbyt szybko. 

Napisałem Wam trochę o kulisach poprzedzających ten dzień, który znajduje się na zdjęciach, z mojej perspektywy. Bo raczej nigdy nie widać, co fotograf robił przed reportażem i jakie historie przeżywał (chyba, że ktoś relacjonuje wszystko na bieżąco w swoich mediach społecznościowych). Jak widzicie, nie było łatwo. Te zdjęcia mogły nigdy nie powstać. Nikt nie jest niezastąpiony. Jednak wydaje mi się, że gdzieś tam na górze Bóg nad nami czuwa, mimo wszystko. Ma pewien plan, którego możemy nie rozumieć, bo na razie jesteśmy dopiero pośrodku drogi. 

Ceglarnia Jarosławki była dla mnie marzeniem fotograficznym. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się tam wrócić.

 

COMMENTS
EXPAND
ADD A COMMENT